fbpx

"UAZĘGA - ludzkie historie" - otwarcie wystawy fotografii Damiana Nowickiego

Szczegóły:

  • Data:18 maja 2016
  • Miejsce: Dom Kultury w Tarnowie Podgórnym
  • Bilety: Wstęp wolny
 
 

W spotkaniu wezmą udział Radosław Fiedler oraz Damian Nowicki, autor wystawy, który zapowiada: "W roku 1924 Arkady Fiedler wyruszył w swoją pierwszą wyprawę na rubieże II Rzeczpospolitej, na bazie której napisał książkę „Przez wiry i porohy Dniestru”. Po ponad 90 latach postanowiliśmy się wybrać śladami pierwszej książki wielkiego podróżnika.

 

Gdy przekraczaliśmy granicę, zastanawiałem się jacy oni, Ukraińcy, będą. Co będą myśleć o Polakach, o nas, którzy przyjechali do ich kraju? Jaki wpływ na ich poglądy będzie mieć krwawa historia Wołynia? Czy dzisiejsza Ukraina to państwo, w którym chcą żyć? Czy wojna na Krymie to ich wojna? Te i inne liczne pytania starałem się zadawać Ukraińcom, których spotkałem na naszej drodze.

W rozmowach z nami deklarowali pozytywny stosunek do Polaków i Polski. Chcieli poznać nas i nasz kraj. Ludzie starsi często wspominali swoich polskich przodków, przyjaciół, sąsiadów. Zawsze były to dobre wspomnienia. Nie zapomnę rozmowy z Ludmiłą z Sambora, która powiedziała mi o mężu Władysławie, Polaku. Po zakończeniu II wojny światowej, zdecydowali się zostać w ZSRR.

Lena i Wasyl mają po 17 lat i są w sobie zakochani po uszy. Wydają się być szczęśliwi i radośni, do czasu, aż zapytam ich o wojnę i czy Wasyl pójdzie walczyć o Krym. Wielu młodych ludzi chciałoby przyjechać do Polski, znaleźć pracę i żyć spokojnie. Patrzą na nasz kraj tak, jak my kiedyś patrzyliśmy na kraje Zachodu. Tyle że oni, żeby odwiedzić dziś Polskę, muszą się starać o wizę, a nie zawszę ją dostają. Trzeba wspomnieć jeszcze o „drobnostce”. Jest nią przekroczenie granicy, w kolejce czekać trzeba kilka godzin. My, Polacy, jeśli rano tylko zdecydujemy, wieczorem możemy być w Paryżu, nie pytając nikogo o nic. Bohdana z Zaleszczyk mógłbym określić „najszczęśliwszym człowiekiem na Ukrainie”. Spotkałem go, gdy odpalał z chłopakami gokarty. Określił siebie jako człowieka spełnionego i szczęśliwego, bo robi to, co lubi. Prowadzi placówkę techniczno-sportową, w której dzieci po lekcjach na przykład ścigają się sportowo gokartami, sklejają modele, projektują. Zapytałem go „A co z wojną, tutaj sielanka?”, a na to „Damian, to nie nasza wojna. Niech nam dadzą spokojnie żyć i pracować.”

Oryginałem, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, był z pewnością ksiądz katolicki, Ukrainiec z Jazłowca. Zaraz po mszy, przebierał się w jeansy, brał urządzenie do wykrywania metali i ruszał do ogrodu szukać starych monet, łusek i innych skarbów. Ludmiłę spotkaliśmy w drodze do Kamieńca Podolskiego. Zabłądziliśmy, a wiadomo, że koniec języka za przewodnika. Czekała przed domem na syna, który już dwie godziny spóźniał się po pracy. Nie zwykł tego robić, a do tego nie odbierał komórki. Ludmiła była wyraźnie tym zdenerwowana. Opowiedziała mi, jak to wojskowi potrafią przyjść do zakładu pracy i wcielić człowieka do armii. Na koniec odpowiednio nas naprowadziła na drogę. Ale żeby nie było, że z pustymi rękami pojechali sobie, dostaliśmy worek świeżych pomidorów, prosto z ogrodu.

Różnice, jakie dostrzegłem między Polakami a Ukraińcami, są takie, że my już siedzimy w wagonie pierwszej klasy pociągu pędzącego do sukcesu, a oni jeszcze potrafią zatrzymać się, cieszyć się każdym spotkaniem z drugim, nieznanym człowiekiem. Podczas jednego z ostatnich przymusowych postojów, gdyż UAZ się często „grzał” i trzeba było dać mu odsapnąć, spotkaliśmy Wołodię. Pasł on stado krów. Zapytałem „jak się żyje teraz na Ukrainie?”, a on mi na to, że nie ma znaczenia kto rządzi tym krajem, czy to będzie Polak, Rosjanin, Niemiec czy Austriak, najważniejsze, żeby dali mu święty spokój. Ma rację? Tego nie wiem. Wiem za to, że spotkania z Ukraińcami utwierdziły mnie w przekonaniu, iż każdy, niezależnie od miejsca zamieszkania, może być szczęśliwy na swój sposób. A Ty jesteś?"

Log in

fb iconLog in with Facebook